[W tym i następnym opowiadaniu wyjątkowo narratorem jest emeryt, a nie Józef]

Bohater i narrator w jednej osobie jest emerytem „ w dosłownym i całkowitym znaczeniu tego wyrazu”. Prowadzi dość niewyraźną egzystencję, lubi jak się go traktuje po koleżeńsku, żartobliwie, tak jak to czynią jego koledzy z biura, pytając ze zdziwieniem, kiedy ten pierwszego przychodzi po pensję: „Po pensję? [...] Pan żartuje, kochany panie radco. Pan już dawno skreślony jest z listy emerytalnej. Jak długo pan chce pobierać jeszcze pensję, łaskawy panie?”. Inni ludzie natomiast traktują go z „prędką i przerażoną ustępliwością”.

Emeryt czasem z okna swego wysoko położonego pokoju patrzy na miasto, wtedy marzy, żeby być roznosicielem pieczywa, monterem sieci elektrycznej albo choć kominiarzem. Jesień jest dla emerytów niebezpieczną porą roku, te wichury, nagłe wzburzenia. Jednak zdarzają się i dni spokojne, kiedy to czas się spiętrza, narasta, a stary radca przygląda się jak na jasnym placyku rżną drzewo dla szkoły. Potem przychodzą poranne przymrozki, emeryt lubi ten czas kiedy jeszcze nie ma śniegu, a już czuć mróz. Przez jakiś czas chodził do urzędu codziennie, zastępował któregoś z kolegów, cieszył się, że spotyka ludzi, że choć na chwilę „zaczepia swą bezdomność i nicość o coś żywego i ciepłego”. Ale odkąd przybył nowy naczelnik zastępstwa się skończyły.

Emeryt teraz przesiadywał na ławce naprzeciw szkoły, obserwując ludzi. Dziwne, ale uczniowie brali go za rówieśnika, prawdopodobnie przez skarlały wzrost i zdziecinniałą na starość twarz. Zaczął nosić ze sobą w kieszeniach różne kolorowe skarby, które ułatwiły mu nawiązanie kontaktu. W pewnym momencie wpadł na pomysł, żeby wrócić do szkoły. Poszedł do dyrektora szkoły, który stwierdził, że to czas najwyższy odświeżyć szkolne wiadomości. Zaprowadził radcę do klasy, przedstawiając go jako sierotę i sadzając go w pierwszej ławce. Odtąd emeryt powoli stawał się prawdziwym dzieckiem, ostatecznie uzmysłowił sobie to przy okazji afery szkolnej, kiedy to odpowiadając na zarzuty dyrektora, sepleniąc powiedział, że to Wacek pluł na bułkę profesora. Chłopcy szli do szkoły, kiedy panował jeszcze zmrok, dlatego chodzili przy świetle zapalonych ogarków, trzymając się za ręce, by nikt się nie zgubił. Zapadła pora wichrów jesiennych. Pewnego dnia radcę naszły złe przeczucia. Z trudem przeprawiał się przez wichurę, trzymając się kolegów, ale wszystko dobrze szło, poszli na gimnastykę, kupili obwarzanki, i kiedy dochodził do bramy do bezpiecznego schronienia, kolega Wicek puścił swojego nowego bąka. Radce wypchnęło poza obręb bramy i wtedy wiatr go porwał. Kiedy niosło go tak wyżej i wyżej, któryś kolega na dole krzyczał: „Szymcia porwało”, na co profesor stwierdził sucho: „Trzeba go skreślić z katalogu”.

10 zdań, które pomogą Ci zatrzymać chłopaka przy sobie!                               
trajkotki.pl                                                    
                                                                                                   



  Dowiedz się więcej
1  Genialna epoka - streszczenie
2  Samotność - streszczenie
3  Bruno Schulz - biografia



Komentarze
artykuł / utwór: Emeryt - streszczenie




    Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)


    Imię:
    E-mail:
    Tytuł:
    Komentarz:
     





    Tagi: